Północ została gdzieś daleko stąd, było tam zimno:
lód skuł ludziom serca i dodał im lat.
Południe było narodzinami przyjemnych, ale suchych, lądów:
wędrowałem przez wodne głębiny i biłem się z myślami.
Wschód był świtem, budzącym się w złotych promieniach słońca:
wiatry były łagodne i zaczęły wiać z jednego kierunku.
Z nadejściem lata, mimo że starsi ludzie patrzyli z pogardą,
żyliśmy w zgodzie, dodając sobie wzajemnie otuchy.
Szliśmy, czasem ręka w rękę,
wzdłuż cienkiej linii wyznaczającej granicą morza i lądu,
uśmiechając się życzliwie.
Zaczęliśmy dostrzegać, że możemy być wolni
i razem wyruszyliśmy ku Zachodowi.
Zachód, to miejsce, gdzie któregoś dnia dokonamy żywota,
gdzie kolory zmieniają się z szarych na złote,
tam możesz żyć pośród przyjaciół,
a promienie słoneczne odłupują się od złocistych chmur:
Zachód to Mike i Susie,
Zachód to miejsce, które kocham.
Tam powinniśmy spędzić nasze ostatnie dni życia,
opowiadać wciąż te same historie…
no cóż, przynajmniej próbowaliśmy.
Więc na Zachód, z uśmiechem na twarzy, pójdziemy.
O, tak, współczujemy tym, którzy nigdy nie poznają tej drogi…
Jesteśmy uchodźcami porzucającymi życie, jakie znaliśmy i kochaliśmy…
Nic do zrobienia, nic do powiedzenia, nie ma gdzie mieszkać, zostaliśmy sami.
Jesteśmy uchodźcami niosącymi w brązowych worach, zawiązanych sznurkiem, wszystko to, co mamy…
Nie do pomyślenia, nic to nie znaczy, ale z własnego wyboru możemy być szczęśliwi.
Zachód to Mike i Susie,
Zachód to Mike i Susie,
Zachód to miejsce, które kocham,
Zachód to dom uchodźców.