Idę przed siebie jak straganiarz
zaprzątnięty własnym tańcem pod gwiazdami.
Od Barcelony po Kair
syreny śpiewają buntownicze pieśni.
Niosę bębny zburzonego morza.
Jestem wędrownym pasterzem całego cyrku.
Zawsze gotów, by skraść księżyc!
Jestem grajkiem ulicznym,
jak marionetka naśladuję twoje kroki.
Zostawiam w powietrzu radość
na tę chwilę, gdy zechcesz wstrzymać czas.
Jestem synem zranionego morza,
we krwi noszę jego truciznę.
Słońce pali naszą skórę;
gdy jesteśmy razem, płonie noc.
Chociaż tak chodzę nie mając domu,
jestem schronieniem dla twych pocałunków.
Przychodzę, by wzniecić ogień na placu!
Jestem grajkiem ulicznym,
jak marionetka naśladuję twoje kroki.
Zostawiam w powietrzu radość
na tę chwilę, gdy zechcesz wstrzymać czas.
Niech bębny zapłoną
w rytmie burzy.
Szukałem cię podczas święta,
by rozżarzyły twe ciało.
Od dolin aż po wydmy,
twoje ciało w blasku księżyca
przyciągało mnie, gdy zapadała noc.
Ranek zawsze mnie wypędza;
nie będzie mnie, by cię obudzić.
Cieszę się, że wczoraj mogłem cię kochać.